Czeska Szwajcaria – České Švýcarsko

W dniach 28.04 – 3.05.2016 r.dobyliśmy wycieczkę do Czeskiej Szwajcarii z noclegami w Jetřichovicach.

Relacja zbiorowa.

Czwartek 28 kwietnia 2016 r.

Wyjazd o godz. 6 rano z Górczyna w Poznaniu. Ruszamy w kierunku – Leszno, Szprotawa, Zgorzelec. Przed granicą niemiecką wymieniliśmy złotówki na korony po korzystnej cenie (16,22 za 100 koron). Dalej kierunek Drezno, w Löbau skręciliśmy na południe. Około godziny 13.00 dotarliśmy szczęśliwie do Jetřichovic. Zatrzymywaliśmy się kilka razy, szukając naszego numeru domu, ale przy drodze znalazły się nr 66 i 102.W końcu ktoś nam wskazał, że nr 66 jest na górze za miastem i tak dojechaliśmy do celu.

Około 14. wyszliśmy czerwonym szlakiem z Jetřichovic. Wieś położona jest nad potokiem Velká Bělá. Na wzgórzu wznosi się barokowy kościół św. Jana Neponucena z 1751-1752.

Udaliśmy się czerwonym szlakiem, najpierw prowadzący przez las potem między skałami. Naszym celem były 3 baszty w paśmie Vilemínina stěna, kończące się platformami na które prowadzą liczne drabinki i schody .Pierwsza Marijna skála (od imienia matki Ferdinanda Kiuskiego). W bukowym lesie dochodzimy do kolejnych skał Rudolfův kámen. Poprzez liczne drabinki o dość znacznym stopniu trudności wchodzimy do altanki na szczycie skał Rudolfův kámen (484 m n.p.m.). Nazwa pochodzi od imienia ojca właściciela Rudolfa Kiuskiego. Na desce jest tablica poświęcona pamięci zarządcy tutejszych lasów Rudolf Georg Kesplen. Dalej mijamy długi nawis skalny, pod którym stały stoły i ławki. Kiedyś myśliwi polowali tutaj na cietrzewie, stąd wykute w skale tablice z nazwą cienewinexkura.

Dalej szlak doprowadza do przełęczy Pukarte między Rudolfův kámen a szczytem Koliste. Tutaj skręcamy w lewo zielonym szlakiem do dolinki u stóp turni Zlateroie i przez łąkę dochodzimy do Jetřichovic.

Idziemy na obiad do hotelu Bellevue, okazuje się, że będzie to jedyne w tej miejscowości miejsce, gdzie będzie można tanio i smacznie zjeść obiad i wypić czeskie piwo.

Grażyna

Piątek 29 kwietnia 2016 r.

Budzimy się o mroźnym poranku (-4 stopnie C), słońce szybko rozgrzewa powietrze i dzień robi się ciepły.

Ruszyliśmy o 9.00 na pobliski przystanek autobusowy linii 434 i pojechaliśmy do Vysokiej Lipy. Czerwonym szlakiem wdrapaliśmy się do zamku na skale Loupeśmicky Hrad – Šaunštejn. Te skały to połączenie kilku wierzchołków mostkami, na które można wejść licznymi schodami i drabinkami. W środku skały zobaczyliśmy dół o 3 m głębokości, który był wykorzystywany kiedyś jako zbiornik wody.

Dalej idziemy w kierunku Malej Pravčickiej brány, która jest miniaturką Pravčickiej brány. Brama ma ok. 2,3 m wysokości i 3,3m szerokości. Powyżej bramy wchodzimy na platformę widokową. Schodzimy piękną leśną drogą do Mezní Louka. To niewielka wieś, która była kiedyś uzdrowiskiem, a dom zdrojowy zamieniono teraz w hotel. W hotelowej kawiarni na tarasie usiedliśmy aby napić się piwa i zjeść hubową polévkę.

Po odpoczynku weszliśmy na niebieski szlak i doszliśmy do hotelu Zámeček, przez który przebiegał szlak konny. W pobliżu drewnianego budynku stała dostojna lipa – pomnik przyrody. Zeszliśmy do Vysokiej Lípy i poczekaliśmy na przystanku autobusowym na powrotny autobus . Dzień zakończyliśmy obiadem w hotelu Bellevue.

Grażyna

Sobota 30 kwietnia 2016 r.

Dojechaliśmy samochodami do Mezní Louka i stąd poszliśmy czerwonym szlakiem do Pravčickiej brany. Jest to najwyższy obiekt tego typu w Europie. Podnóże bramy znajduje się na wys. 415 m n.p.m. Część łuku jest położona 21 m nad powierzchnią skały, szerokość około 7-8 m.

Potem zeszliśmy do rzeki Kamenice – prawobrzeżny dopływ Łaby, który ma źródło w stokach Jeleniej skały w G. Łużyckich. Tam doszliśmy żółtym szlakiem do spływu łodziami. Spływ pokonaliśmy pod prąd. Dalej żółtym szlakiem przez Mezní můstek doszliśmy do następnego spływu, który pokonaliśmy pod prąd a później z prądem i wróciliśmy do Mezní můstek, żeby wejść niekończącymi się zakosami do Meznej. Tutaj wsiedliśmy do samochodów.

Grażyna

Sobota 30 Kwietnia 2016 r.

Wspólnie zajechaliśmy samochodami do Mezní Louka, gdzie rozdzieliliśmy się. Część poszła na Pravčicką bránę, a Barbara, Ula, Zbyszek i ja czyli Paweł ruszyliśmy zielonym szlakiem do Meznej dwa kilometry asfaltem, potem zeszliśmy na dno wąwozu do rzeki Kamenice. Ścieżka wiodła niekończącymi się zakosami do Mezní můstka. Mieliśmy wrażenie, że schodzimy do piekła. Dalej wzdłuż rzeki żółtym szlakiem do przeprawy łodziami. Flisak cały czas opisywał nam drogę i pokazywał okoliczne skały. Atrakcją była prywatna Niagara, gdzie woda płynęła wodospadem tylko po pociągnięciu sznurkiem przez flisaka. Dalej poszliśmy żółtym szlakiem do wyjścia z wąwozu i później czerwonym przeszliśmy promenadą mijając liczne hotele i restauracje, aż doszliśmy do ujścia Kmenicy do Łaby w Hřensku. Do Mezní Louka wróciliśmy autobusem i tam poczekaliśmy na pozostałą grupę, którą zabraliśmy z Meznej i wspólnie samochodami dotarliśmy do Jetřichovic. Tutaj czekała na nas pewna atrakcja. W całych Czechach 30 kwietnia odbywa się palenie czrodziejnic na stosach, mające odstraszać złe duszki. Główne obchody w Jetřichovicach prowadził ksiądz wraz ze swoją gosposią. Były kiełbaski z grilla i piwo, a wszystko za symboliczną opłatą.

Nasi gospodarze zaprosili nas do wspólnego spalenia swojej baby. Do zmroku przy ognisku śpiewaliśmy piosenki, a Ula przygrywała nam na gitarze.

Barbara i Paweł

Niedziela 1 maja 2016 r.

Niedzielnym porankiem pojechaliśmy autobusem z Jetrichovic do Wysokiej Lipy. Wysoka Lipa okazała się być wielką lipą, albowiem autobus nie zatrzymał się na pożądanym przystanku. Wysiedliśmy w środku lasu, zdezorientowani szukaliśmy kierunku naszej wędrówki, w zmienionych okolicznościach (kaj my som?). Pojawił się żółty, zamknięty szlak, którym i tak ruszyliśmy, ponieważ nie było innego. Po pewnym czasie dołączył do niego czerwony (trasa Vysokolipska Silnica). Żółto-czerwone paski doprowadziły nas do miejsca, gdzie krzyżowały się drogi handlowe od średniowiecza. Po Czeskiej Silnicy wędrujemy z Małym Kociakiem, który zachwyca różnorodnością form. Zrobiliśmy mały skok w bok, aby paść na kolana przed kapliczką, której ukraść nie można, gdyż, wykuta była w ogromnym bazaltowym głazie. Trwoga nas ogarnęła, ponieważ w kapliczce przedstawiony był Sąd Ostateczny, a wina nasza zawsze jest przed nami. Dlatego, spiesznym krokiem wróciliśmy na szlak. Jednak na wzgórze Rudolfa powtórnie już nie wchodziliśmy. Ruszyliśmymy żwawo Purkatricką Silnicą (żółtym szlakiem), bo vacum w naszych żołądkach domagało się napełnienia.

Nieco znużeni postanowiliśmy zrobić „popas z widokiem” na wulkan, a tam powitał nas młody, sympatyczny czeski strażnik Parku Narodowego. Prowadziliśmy międzynarodową konwersację. Strażnik ów skorygował nasz punkt widzenia na istotę wiernego towarzysza naszych wędrówek czyli wulkan. Nasz kolega obeznany w mapach, twierdził, że jest to Vetrny vrch, a faktycznie był to Růžowský vrch (619 m n.p.m). Ponadto, młodzieniec polecił nam Uske schody oraz Mysi Diry, co zrozumieliśmy jako mysie giry. Skwapliwie skorzystaliśmy z tej rady. Po odpoczynku ruszyliśmy do schroniska Tokan. Po drodze spotykaliśmy wielu naszych rodaków. W stylowym, drewnianym schronisku posilaliśmy się wesoło, a inne potrzeby załatwialiśmy za drzwiami „z różowymi majteczkami”. Żółty szlak doprowadził nas do wąskich schodów, które w rzeczywistości okazały się być drabinkami w szczelinie skalnej (bardzo wysokiej). Część grupy zamarła w zachwycie na szczycie owej skały, a zwiadowca penetrował dalszy odcinek szlaku w kierunku Doubicy. W przypływie fantazji wypożyczyliśmy hulajnogi, którymi w ciągu 25 minut pokonaliśmy pięciokilometrowy odcinek drogi do Jetřichovic.

Teresa

Niedziela 1 maja 2016 r.

Rano wsiedliśmy do autobusu, ale nasza czwórka pojechała do Mezní Louka i tam poszliśmy czerwonym szlakiem do Pravčickiej brány. Po wypiciu piwka weszliśmy we wszystkie zakamarki i na punkty widokowe. Po kilku godzinach podziwiania widoków ruszyliśmy do Tři prameny, a dalej do Hřenska, skąd wróciliśmy autobusem do Jetřichovic.

Barbara i Paweł

Niedziela 1 maja 2016 r.

Jetřichovice – szlak czerwony – przełom rzeki Chřibská Kamenice – Pavlino údolí – Studeny (wioska) – wejście w Chroniony Region Krajobrazowy Góry Łużyckie – Lužické hory – czerwony szlak Sedlo pod Studencem (610 m n.p.m.) – Studenec (736,5 m n.p.m.) wieża widokowa – zejście na Sedlo po Studencem (610 m n.p.m.) – przejście na szlak niebieski – Černá hora – Chřibská.

Powrót autobusem: Chřibská – Rynartice – Jetřichovice.

Całość 16,5 kilometrów.

Leszek

Poniedziałek 2 maja 2016 r.

Ranek powitał nas słoneczną pogodą, która sprzyjała wycieczce w Tiské stěny. Udaliśmy się tam dwoma samochodami. Wyjechaliśmy o godzinie 9.00 drogą przez Hřensko i Děčín. Na miejscu powitał nas płaskowyż, na który mieliśmy się wdrapywać. Zanim to nastąpiło, oczarowała nas bajkowa kraina, w której dostrzegaliśmy: słonie, orangutany, duszki, gargulce, czołg itp. Prowadził nas zielony szlak, a mimo to „wiadomy” kolega zaginął. Okazało się, że Honzo (Kielar) przeżywał chwile grozy i niepewności, gdyż zaklinował się w wąskiej szczelinie pomiędzy dwiema skałami. Na szczęście uszedł z życiem. Wracaliśmy szlakiem czerwonym, gubiąc po drodze czerwoną bluzkę. Jedni gubią inni znajdują. Z Tisy pojechaliśmy pod Děčínsky Sněžník. Kierowaliśmy się w kierunku wieży z zamiarem podziwiania czeskiej krainy, ale okazało się, że wieża jest nieczynna. Szczyt Sněžníka jednak zaskoczył nas, albowiem wkroczyliśmy na płaską równinę porośniętą turzycą i brzózkami. Piwo było i owszem. Honzo szczęśliwy z Kozelem. Piękne widoki zrekompensowały nasz trud wspinaczkowy. Zielony szlak oprowadził nas wokół płaskowyżu, ukazując naszym oczom widok na Łużyckie Góry.

Kolejnym punktem programu był Děčín. W miasteczku obejrzeliśmy: zamek, rynek, ogrody, mosty (wiszący i kamienny pochodzący z XVI wieku). Dowiedzieliśmy się jak wysoko sięgały wody Łaby podczas różnych powodzi. Poznaliśmy smak miejscowego ciasta i kawy, zachwycaliśmy się kwitnącymi wiśniami na Rynku. Po spacerze wzdłuż Łaby, udaliśmy się na kamienny renesansowy most strzeżony przez świętych: Nepomucena, Wacława i Vita. Po powrocie do Jetřichovic udaliśmy się do naszej ulubionej restauracji z piękną panoramą w hotelu Bellevue. Tam jak zwykle raczyliśmy się pysznymi daniami i Zlatopramenem, który towarzyszył nam podczas całego naszego pobytu w Czeskiej Szwajcarii.

Teresa

Wtorek 3 maja 2016 r.

Powrót do Poznania zaczęliśmy o godzinie 10.00. Skierowaliśmy się do miasta Kamenický Šenov, żeby obejrzeć i zdobyć Panską skałę. Jest to bazaltowa odkrywka po dawnym wulkanie z charakterystycznymi słupami o przekroju sześciokątnym.

Po krótkich poszukiwaniach i przy pomocy autochtonów skałę znaleźliśmy. Pół godziny starczyło, żeby obejść ją dookoła, wejść na nią i zrobić wiele pamiątkowych zdjęć.

Potem ruszyliśmy do Frydlantu, aby zwiedzić tamtejszy zamek. Jednak kolejki i godziny wycieczek nie pozwoliły nam na zwiedzenie wnętrz. Pozostało tylko obejście zamku dookoła i wypicie kawy.

Później ruszyliśmy w stronę Poznania.

Paweł.